KRK! (w wersji pisanej – opublikowanej)
W niedzielne przedpołudnie wyruszyliśmy jednak dalej.. opuszczając Tatry i genialne widoki wciągające maksymalnie zza okna.
niecałe 100 km i wellcome KRK!
Mariacki zaliczony, siku za paragon, spotkanie-spontan po kilku (2?) latach, obiad w Sphinxie (to wcale nie takie proste iść na Stary Rynek na obiad! + “Widzicie ten billboard? To tam kiedyś był..”:D), przypadkowe spotkanie nr 2 i dzięki temu obsłużenie w maksymalnie minimalnym czasie, spacer z zakupami połączony, budowanie drzwio-konstrukcji, znaczy pomoc przy.., tramwaj z Wesela, wieczorne zabawy w zbieranie ulotek + clubbing z tym mocno połączony, spotkanie z Czarnym-Dżerry-Mesjaszem (co to by sobie pomadziował do woli), domowe głupawki do późna/wczesna, … :)

Łasica razy ……., dużo razy łasica..
..i skojarzenie z:
I am Weasel! :D
Nie ma jak zwałowe bajki z dzieciństwa!

..i mini N&M sesja kolumnowa na Wawelu. (bo jak nas wciągnie tooo…)
Natala by Me & Me by Natala :)
I na co my się tak patrzymy?! :) :)

____________________________________________________________________
Trójca nasza spontano-weekendowa :)

_________________________________________
..& te GIT drzwi! – takie mięciutkie i z Ikei! :)
Krakóvv w Tatry zmieniony..
“i już nic więcej nie powiem.”
Minął więcej niż tydzień.
Trochę późno i późno (odstęp i czas), ale więcej już mówię.
Wszystko zgodnie z planem z poprzedniego wpisu, a raczej wzmianki spontan trip’owej.
pobudka, pociąg, Kraków, …
Ach tak, pooociąg – 8 godzin jazdy nie byłoby tak zajmujące gdyby nieee…
2 kobiety. 2 cały czas jedzące kobiety.
Posiłek ich zaczął się we Wrocławiu – tam wsiadły (i dlaczego ten pociąg we Wrocławiu stał na peronie 30 min?!).
Pierwsza runda: kanapki.
Druga runda: kanapki. + dopowiedzenie jednej z “żarłaczek”: Ale wiesz, podaj mi teraz taką mniejszą..
(och, moje myślenie tak złudne, tak naiwne. TO NIE MIAŁ BYĆ WCALE KONIEC!)
Trzecia runda: banany. Banany wyciągnięte z najgłębszych czeluści torby bez dna. – widać było, że z najgłębszych i że z czeluści.
Czwarta runda: ciasto (zawinięte w folię aluminiową, która posłużyła za srebrny talerz)
Piąta? – trzeba się napić: jedna termos i herbata, druga mineralka.
Kolejnaaaa… banany! Teraz w chips’owej formie,
którymi został obdzielony przedział:
“żarłaczka”: No niech pani się poczęstuje.
Mada: Nie, dziękuję.
“żarłaczka”: Ale to takie coś nowego, dooobre takie.. (cały przedział nie śmiał zaprzeczyć)
Mada: Nie, dziękuję.
“żarłaczka”: Ale to takie nie tuczące jest.
Mada: Mimo wszystko, dzię-ku-ję.
Siódma runda (po dłuższej chwili): banany na ostatni rzut, a raczej już to, co z nich zostało.
Przeżyłyśmy (z Natalą) pociąg. Nooo, moja chusta nie przeżyła, bo gdzieś sobie ode mnie poszła..
[chwila zadumania nad moją git, super, świetną, turkusową, Hennes'owską, mną pachnącą, ... chustą.
Niech komuś się w szyję wbija, gryzie go i dusi!]
Wg planów, po obudzeniu się, w sobotni poranek miałam zobaczyć jak to krakowiacy i krakowianki “(…) po wielkiemu cichu idu sobie ku miastu na zwiadu i idu, i paatrzu (…)”, a ujrzałam…..

Tatry! :)
..by po 30 kilometrach mieć możliwość, ujrzenia.. Go! GO! :)

Plan na sobotę
(oprócz wstania o tej jakiejś 8 czy 9..?):
Wyjazd w góry!
Rdzawka -> Zakopane -> Kuźnice -> szlaki, szlaczki inne..-> ..i..

..pierwsze widoki.. – tak, podziwiać już można. Zazdrościć też.




W gazetach było o ludzkich korkach na Giewont. My przeżyliśmy kolejki do kolejki na Kasprowy, a także kolejki do wejścia do Tatrzańskiego Parku, no ale na stokach nie było lepiej..
Szczególnie jak chciało zrobić się jedno małe zdjęcie.
Tak po prostu, na łonie natury – tu my, tam kosodrzewina, kilkanaście kamyków i.. dziarsko tupiąca BABA!
..a za nią kolejna.. i kolejna!



Góry pod koniec lata też są genialne – te KOLORY!
..choć alergicy zapewne mają niezła agrechę na ten deszcz pyłkowy :]

..po ponad godzinie, noooo prawie dwóch, bardzo przyjemnego spacerku zobaczyliśmy schronisko, znaczy jego dach.
Wcale nikt z naszej 3-ki nie przyspieszył, bo przecież wcale to się nie wiązało zjedzeniem :)

Ale! Chipsy deserowe były obiecane przecież nad Czarnym Stawem Gąsienicowym..
- idziemy dalej!
..kamienista sesja by Natala:

Staw!
Tak, znów można podziwiać.
(..a jak staw tooo… :] )

_______________________________________________________________________________________
Podziękowania dla tych, którzy spontan weekend zaaranżowali:

Natala & Grzesiek :)
..za takie momenty, widoki, rozmowy, wszystko! mogę dziękować bezustannie.

KRK-óvv..
“Kraków jeszcze nigdy tak, jak dziś (…)” ..i jutro, i pojutrze, i tak cały czas….. aż do odwołania :)
spon-tan MEGA.
4:44 – wake up
5:30 – wyjazd
6:00 – ..z Gniezna
7:35 – ..z Poznania
przed 16.. – KRK!!
No!
I (wybaczcie, ale..) mam wielką radochę z tego..
i już nic więcej nie powiem.
________________________
..jeszcze malutka nowość na M.:

- enjoy :)
zostaw komentarz